Ferie z “Zielonymi”

Trwają ferie z “Zielonymi”. Najmłodsi zawodnicy Stadionu Śląskiego uczestniczą w półkoloniach, tydzień “wolnego” od treningów spędzając… na sportowo.
Przez pięć dni pod okiem naszych trenerów młodzi piłkarze Stadionu biorą udział w aktywnym, zimowym wypoczynku. Każdy dzień “Zielonych” ferii upływa nie tylko pod znakiem futbolu, ale i innych atrakcji. – Chcieliśmy zapewnić chłopakom czas w sportowej, zdrowej atmosferze. Mają się przede wszystkim dobrze bawić, bo choć są zajęcia sportowe, nie samym sportem człowiek przecież żyje – uśmiecha się opiekun naszych zawodników, Sebastian Świat.
Jak wygląda dzień uczestników klubowych półkolonii? – Po porannej zbiórce zaczynamy treningiem na boisku pod balonami, bądź w szkolnej hali. Później jest czas na drugie śniadanie, a następnie aktywności w sali. Chłopcy rysują, grają w gry planszowe, bawią się klockami, czy biorą udział w różnych konkursach. Jemy wspólny obiad, a każdy dzień to również specjalne atrakcje – opowiada Adrian Matusiak, trener i wychowawca “Zielonych”. Dzieci wzięły m.in. udział w kursie pierwszej pomocy, wspólnie wybrały się do kina, czy zwiedzały Stadion Śląski.
Przyzwyczajonym do sportowych zajęć w Stadionie Śląskim młodym zawodnikom intensywne zajęcia sprawiają sporo radości. Każdy dzień “Zielonych” ferii to mnóstwo zabawy i uśmiechu, a więc tego, co dla dzieciaków najważniejsze

Juniorzy młodsi na obozie w Mielcu

Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2009 od kilku dni przebywa na zgrupowaniu w Mielcu. “Zieloni” na obiektach ośrodka w nieodległym Tuszowie przygotowują się do wiosennych zmagań w I i II lidze juniorów młodszych.
Nasi 17-latkowie,] wraz z rok młodszymi kolegami są pierwszymi ekipami Stadionu, które tej zimy wyjechały do miejscowości w województwie podkarpackim. Juniorzy młodsi przez 7 dni trenują w warunkach, z których mogą być naprawdę zadowoleni. – Niczego nam tutaj nie brakuje. Mamy do dyspozycji pełnowymiarowe boisko ze sztuczną nawierzchnią, zawsze świetnie przygotowane. Do tego siłownię, basen, salkę do odpraw i kilka atrakcji, z których zawodnicy chętnie korzystają w czasie wolnym. Wyżywienie jest znakomite, ludzie bardzo życzliwi, nic, tylko skupić się na treningu – chwali trener Krzysztof Ciasto.
Jedynym aspektem, który odrobinę psuje humor szkoleniowcowi “Zielonych”, są problemy zdrowotne jego podopiecznych. – Trochę przetrzebiły nas kontuzje i choroby, ale realizujemy to, co sobie założyliśmy. Tydzień w Tuszowie poświęcamy przede wszystkim na szlifowanie zagadnień taktycznych i analizę własnej gry. Na liście sparingpartnerów mamy Resovię Rzeszów, Stal Mielec i KS Kolorado – relacjonuje trener Stadionu.
Drużyna z rocznika 2009 na obozie w Mielcu przebywa wraz z rok młodszym zespołem. Obie ekipy pracują osobno, ale obecność 16-latków ma swoje znaczenie. – Możemy z bliska przyjrzeć się kolejnym kandydatom do gry w naszej drużynie, bo przecież jest już w moim zespole kilku zawodników z młodszej grupy i oni odgrywają u nas ważne role. Myślę, że to ważne również dla tych chłopaków – dzięki temu czują, że sami również mogą zapracować na grę w starszym roczniku, a ta droga nie jest dla nikogo zamykana – zwraca uwagę Krzysztof Ciasto.
Drużyna Stadionu z rocznika 2009 jesienią notowała znakomite wyniki w swoich rozgrywkach. Pierwszy zespół jest wiceliderem I ligi, drugi zespół prowadzi w klasyfikacji II-ligowców. Chorzowianie swoją postawą zwrócili na siebie uwagę skautów innych klubów, ale póki co w komplecie trenują z “Zielonymi”. – To zainteresowanie faktycznie jest spore, pojawiają się zaproszenia na testy, ale wydaje mi się, że moment na to, by zmienić otoczenie dla tych graczy nastąpi dopiero po sezonie. Teraz skupiamy się na najbliższych miesiącach. Czuć, że wszyscy są zmotywowani do gry o najwyższe cele. Chłopcy czują, że po dobrej jesieni mistrzostwo jest w ich zasięgu, ale nie pompujemy balonika, tylko z pokorą podchodzimy do każdej jednostki. Przygotowujemy się tak, by znów grać o zwycięstwo w każdym meczu, a że mój zespół udowadniał już, że potrafi sprawiać niespodzianki, da się w nim wyczuć duże aspiracje – przyznaje szkoleniowiec naszych 17-latków.
Drużyna Stadionu na obozie w Mielcu będzie przebywać do 14 lutego. Rozgrywki I ligi juniorów młodszych zainauguruje 28 lutego, zaś tydzień później do gry wrócą II-ligowcy.

14-latkowie na obozie w Szalowej

Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2012 pomału kończy swój pobyt na obozie sportowym w Szalowej. “Zieloni” 14-latkowie, którym szlaki w małopolskiej miejscowości “przetarli” starsi koledzy, pozostaną na zgrupowaniu do 7 lutego.

Trampkarze młodsi Stadionu maja za sobą wymagającą i emocjonującą, ligową jesień. Podopieczni trenera Michała Pawlika do ostatnich chwil walczyli o II-ligowe punkty, które pozwoliły im w ostatecznym rozrachunku na pozostanie wśród ekip zaplecza śląskiej elity. – Na wiosnę nasza drużyna stanie przed bardzo dużym wyzwaniem. Mając 24-osobową kadrę za cel obraliśmy sobie udział wyłącznie na poziomie II ligi wojewódzkiej. Koncentrujmy się mocno na dobrej rundzie i stawiamy na zwiększoną rywalizację w drużynie w perspektywie tego, co czeka nas już latem – kreśli plany dla swoich podopiecznych trener Michał Pawlik.

– Cel, który przed sobą stawiamy to zbudowanie solidnego zespołu, gotowego na udział w dwóch mocnych ligach od sierpnia tego roku. Wierzymy, że czeka nas rywalizacja w Centralnej Lidze Juniorów i I lub II lidze wojewódzkiej. Personalnie zespół wygląda identycznie jak jesienią. Z uwagi na kontuzje dołożyliśmy starań, by dokonać dwóch transferów pod kątem wzmocnienia rywalizacji w kadrze. Jako sztab mamy obowiązek przygotować tych zawodników z którymi pracujemy kolejny rok pod kątem rywalizacji na najwyższym poziomie – wskazuje trener Pawlik.

Ośrodek w Szalowej spełnia oczekiwania sztabu “Zielonych” w kontekście realizowania założonych celów. – Warunki jakie tutaj zastaliśmy można ocenić jednym zdaniem: jest bardzo dobrze. Mimo mroźnej pogody pracujemy zgodnie z planem, udało się również rozegrać wszystkie zaplanowane mecze sparingów. Jesteśmy bardzo zadowoleni, z tego co tutaj zastaliśmy – relacjonuje szkoleniowiec “Zielonych”.

Drużyna trenera Michała Pawlika na obozie w Szalowej przebywa wraz z rok młodszą grupą Stadionu Śląskiego. – Ciągle rozmawiamy z trenerem Tomaszem Wieczorkiem z rocznika 2013, aby wprowadzić w nasze struktury treningowe młodszych kolegów. Jeden z nich już z nami trenował, mamy w planach dać mu szansę w meczu kontrolnym. Mamy na uwadze fakt, że budowanie drużyny pod każdym kątem jest priorytetem tego rocznika, dlatego mocno koncentrujemy się aby środowisko, jakie stwarzamy naszym zawodnikom było jak najlepsze – tłumaczy Michał Pawlik.

Ekipa Stadionu z rocznika 2012 wiosenne rozgrywki w II lidze trampkarzy C2 zainauguruje już 1. marca. Pierwszym rywalem “Zielonych” będzie beniaminek, MLKS Woźniki.

Rocznik 2011 na obozie w Szalowej

Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2011 od początku tygodnia przebywa na obozie przygotowawczym w Szalowej. Podopieczni trenerów Tomasza Klimasa i Kamila Kolebskiego na zgrupowaniu pozostaną do końca tygodnia.
Nasi 15-latkowie w poniedziałek dołączyli do przebywających już w Szalowej juniorów starszych. Ci ostatni wracają już jednak do domów, a ośrodek pozostanie do dyspozycji “Zielonych” z rocznika 2011. – Odnośnie zastanych warunków mogę tylko potwierdzić słowa trenerów Miłkowskiego i Stachowiaka. Niczego nam tutaj nie brakuje. Warunki treningowe są znakomite, mamy wszystko czego potrzeba, więc pozostaje tylko dobrze to wykorzystać – zapewnia trener Tomasz Klimas.
Mimo zimowych, mroźnych warunków, chorzowianie realizują nakreślony wcześniej plan i nie przejmują się prognozami, zwiastującymi kolejne ochłodzenia. – Pierwszy śnieg podczas naszej obecności spadł dopiero w środę, a boisko zawsze jest tutaj świetnie przygotowane. Czas w Szalowej wykorzystujemy na doskonalenie kilku aspektów. Skupiamy się na budowaniu gry, atakowaniu pola karnego i pracy w pressingu. Pod kątem rywalizacji w Centralnej Lidze Juniorów mierzyliśmy się w sparingu z grającą na tym samym poziomie Sandecją Nowy Sącz, a przed nami jest jeszcze sprawdzian przeciwko Limanovii. Z kolei drużyna trenera Kamila Kolebskiego gry kontrolne rozgrywa z Dunajcem i starszymi rywalami z Kolejarza Stróże – opowiada szkoleniowiec “Zielonych”.
Chorzowianie trenują w Szalowej wspólnie i bez podziału pod względem lig, w których na co dzień rywalizują. – Przyjechaliśmy w 33-osobowym składzie i pracujemy razem. Stawiamy na budowanie zrozumienia między zawodnikami wewnątrz zespołu i jego stabilizowanie. Zimą niewiele zmienia się u nas pod względem kadrowym. Odszedł Piotr Szombara, nie dołączył nikt nowy. Najważniejsze, by wszyscy byli zdrowi, bo jesienią mieliśmy sporo kłopotów w tym kontekście. Niektórzy borykają się jeszcze co prawda z drobnymi urazami, ale nad wszystkim czuwa pod tym względem trener Konrad Łuszcz. To ważne, bo trenujemy tutaj naprawdę mocno, ale wszystko jest dokładnie monitorowane i zaplanowane – mówi trener Tomasz Klimas.
“Zieloni” z rocznika 2011 do Chorzowa wracają 1 lutego. Do wznowienia ligowych rozgrywek wciąż pozostanie im sporo czasu. Wiosna w Centralnej Lidze Juniorów zacznie się 7 marca, zaś tydzień później po raz pierwszy wybiegną na boisko drużyny w I wojewódzkiej lidze trampkarzy C1.

Juniorzy starsi na obozie w Szalowej

Drużyna juniorów starszych Stadionu Śląskiego jako pierwsza w naszej Akademii wyjechała na zimowy obóz przygotowawczy. “Zieloni” od początku weekendu trenują w Szalowej w województwie małopolskim.

? Zastaliśmy tu idealne warunki do pracy. To na pewno jeden z lepszych ośrodków, w jakich byliśmy. Nie brakuje nam niczego zarówno pod kątem samego pobytu, czy wyżywienia, jak i narzędzi do pracy. Mamy do swojej dyspozycji pełnowymiarowe, odśnieżone boisko przy samym hotelu, siłownię, salkę fitness, jacuzzi, czy wanny z lodem – opisuje trener chorzowian, Dawid Miłkowski.

Naszym juniorom “poszczęściło się” również pod kątem pogody. Mimo panujących w Polsce mrozów “Zieloni” nie mają problemu z realizowaniem założonego planu. – Trafiliśmy w okno pogodowe. Gdy przyjechaliśmy faktycznie wokół było “biało”. Boiska zostały jednak przygotowane, delikatny mróz w niczym nie przeszkadza, a za oknem robi się coraz cieplej. Nie musieliśmy zmieniać żadnego z elementów naszego planu – zapewnia Dawid Miłkowski.

Chorzowianie początkowo do Szalowej mieli wybrać się w poniedziałek. Przyśpieszyli jednak swój wyjazd o 3 dni. Wszystko przez zaplanowaną wcześniej studniówkę uczniów najstarszej klasy Szkoły Mistrzostwa Sportowego. – SMS to nasz partner z którym bardzo ściśle współpracujemy. Żyjemy w symbiozie i trudno było sobie wyobrazić, by doszło na tym tle do nieporozumień. Tym bardziej, że szkoła studniówkę zaplanowała z rocznym wyprzedzeniem, a i daty obozu zdecydowanie łatwiej skorygować, niż przesuwać tak wyjątkową imprezę. Połączyliśmy więc przyjemne z pożytecznym, choć ja wierzę, że dla zawodników przyjemny jest także trening na naszym obozie – uśmiecha się Miłkowski.

Juniorzy starsi są na początkowym etapie przygotowań do wiosennych zmagań w seniorskiej “okręgówce” i juniorskiej I lidze. Inaczej niż latem, cała grupa trenuje wspólnie, bez podziału na drużyny pod kątem poszczególnych rozgrywek. – Jest kilka przyczyn takiej decyzji. Po pierwsze już zimą kilku graczy z najstarszego rocznika przenosi się do klubów seniorskich, szukając szansy na szybką adaptację do nowych wyzwań, które czekają ich po ukończeniu wieku juniora. Niektórzy leczą jeszcze kontuzje. To sprawia, że nasza grupa jest mniej liczna niż latem. Poza tym na obóz wyjechaliśmy bardzo szybko, bo na niemal dwa miesiące przed startem ligi. Na tym etapie wszyscy mają “czystą kartę” i walczą o swoją pozycję. Nikogo nie skreślamy, ani nie promujemy pod kątem miejsca w składzie na ligę okręgową, więc każdy może mocno popracować nad swoją gotowością – tłumaczy trener Bartosz Stachowiak.

“Zieloni” wracają z Szalowej w czwartek. Później czeka ich wspomniana “studniówka”, a następnie powrót do treningów na własnych obiektach. – Wraz z upływem czasu składy, którymi będziemy grać w “okręgówce” i lidze juniorów będą się krystalizować i stawać coraz sztywniejsze. Póki co dajemy sobie czas na sprawdzanie różnych wariantów kadrowych. Sporo mieszamy, by wypracować optymalne rozwiązania dla zawodników – przekonuje Bartosz Stachowiak.

? Początek wiosennych zmagań w katowicko-sosnowieckiej “okręgówce” zaplanowano na 14 marca. W tym samym terminie na boiska wrócą drużyny rywalizujące w I lidze juniorów starszych.

Miłosz Węglarz: Bliżej “prawdziwej” piłki

Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2014 doskonale poradziła sobie w swojej pierwszej rundzie w kategorii młodzików. Podopieczni trenera Miłosza Węglarza imponowali umiejętnościami i charakterem, przekładając je na czołowe lokaty w I i III lidze wojewódzkiej. – Przez to, że mamy sporo zawodników, którzy chcą ten potencjał wykorzystywać i stawać się coraz lepsi, cała grupa pracuje mocniej – zdradza trener 12-latków “Zielonych”, Miłosz Węglarz.

Za Wami pierwsza runda w kategorii młodzików. Zaczęliście jako I-ligowcy i szybko okazało się, że “Zieloni” z rocznika 2014 to faktycznie ścisła czołówka w województwie. Tak oceniałeś przed startem potencjał swojej drużyny?
Nie zastanawiałem się nad tym tak bardzo. Graliśmy we wcześniejszych latach z tymi drużynami, które stały się ligowymi rywalami, ale nie zakładaliśmy sobie celów w rywalizacji o punkty. Było dla nas sporą niewiadomą jak poradzimy sobie z przejściem do nowej kategorii wiekowej i to stanowiło główne wyzwanie.

Co zmienia u 11-latków przejście z kategorii orlików do młodzików?
Najważniejsza rzecz to rozmiary boiska. Z “szerokości” boiska przeszliśmy bliżej tej “prawdziwej” piłki. Pole gry jest co prawda jeszcze skrócone, ale jej kierunek jest taki, jak w piłce 11-osobowej. Przeszliśmy z gry 7 do 9-osobowej. Więcej ludzi na boisku – zarówno przeciwników jak i kolegów – to więcej złożoności, mocniejsze akcenty w działaniu grupowym. Nowością była też np. zasada pozycji spalonej. Jestem pozytywnie zaskoczony tym, jak z tymi wszystkimi zmianami poradzili sobie moi gracze.

Opowiedz jak to się stało, że zaczęliście rywalizację od I i III ligi?
System dzielił ligi orlików na podokręgi. Trwało to wszystko dwa lata, było dość skomplikowane, trzeba było rywalizować w lidze, rozgrywać dwustopniowe baraże. Zawiła ścieżka stanowiła sporą presję na dzieciach, którą te w obliczu takiego systemu nakładają na siebie same. Moim zdaniem to nie było do końca dobre, ale najważniejsze, że chłopcy sobie poradzili i ostatecznie są w miejscu, w którym są.

I ligę D2 na Śląsku wygrał jesienią Raków Częstochowa, mając wyraźną przewagę nad Wami. W bezpośrednich meczach też było widać różnicę?
Oba mecze z Rakowem kończyły się remisami i mocno otworzyły mi oczy w kontekście tego, na co nas stać. Uświadomiły czego brakuje, by stać się lepszym zespołem, ale jednocześnie uwydatniły nasze atuty. Jest parę aspektów, które funkcjonują u nas na bardzo wysokim poziomie – cechy wolicjonalne, determinacja, chęć zwyciężania. Mamy mocną mentalnie grupę, zawodnicy świetnie pracują w każdym pojedynku o piłkę i mają świadomość, jak mocno ich działanie przekłada się na drużynę.

W tabeli długo szliście z częstochowianami “łeb w łeb”. Wiemy, że nikt nie wyznacza w klubie tego typu celów, ale teoretycznie graliście o tytuł Mistrzów Śląska. Jak radzą sobie z taką sytuacją 11-latkowie?
W trakcie sezonu w ogóle nie poruszaliśmy z nimi tego tematu. Szliśmy po prostu “od meczu do meczu”. Jasne, że jak zaglądaliśmy w tabelę, byliśmy zbudowani, ale jako trenerzy zupełnie nie rozmawialiśmy z chłopcami punktach. Z drugiej strony presja w piłce po prostu jest, jeśli chłopcy chcą coś w przyszłości osiągnąć, muszą uczyć się z nią radzić. Wszystko jednak na zdrowych zasadach i tak, by te ambicje nie działały negatywnie. Chłopcy raczej wzajemnie się nakręcali a ja zawsze podkreślam, że bez względu na to, czy gra się w lidze czy w sparingu, z mocnym czy ze słabszym rywalem, trzeba zawsze dawać z siebie wszystko. Na koniec w ich piłkarskiej edukacji decydują indywidualne umiejętności poszczególnych wychowanków, a nie wynik w tabeli.

Rocznik 2014 to dwie ligi wojewódzkie. Również w III Twoja drużyna poradziła sobie znakomicie. Jaka jest recepta na zbudowanie tak wyrównanej kadry?
Jestem z tą drużyną od początku i uważam, że nie mamy dziś zawodników bardzo wyraźnie wybijających się ponad grupę, za to jest spora liczba graczy o wielkim potencjale. Przez to, że mamy sporo zawodników, którzy chcą ten potencjał wykorzystywać i stawać się coraz lepsi, cała grupa pracuje mocniej. Widzę tę wewnętrzną rywalizację, dozujemy ją tak, by miała zdrowy charakter, ale postęp wykonujemy odpowiednim podejściem do każdych zajęć przez każdego zawodnika. Ukształtowała się bardzo specyficzna grupa, może niekoniecznie “świadoma” już na tym etapie, ale naturalnie budująca swoją mentalność sportowców. Wykazują się ogromnym zaangażowaniem i trzeba tym w odpowiednich ramach zarządzać.

Jaki macie plan na okres przygotowawczy i cele na kolejną rundę?
Z tygodnia na tydzień chcemy czuć, że coś wypracowaliśmy i dobrze ten okres wykorzystujemy. Mamy przed sobą ciekawe, wartościowe sparingi i obóz w Tuszowie. Nie powiem niczego odkrywczego określając, na czym polega nasze zadanie. Chcemy po prostu, by każdy zawodnik jak najlepiej wykorzystał ten czas, czynił indywidualne postępy co przełoży się na coraz lepsze funkcjonowanie całej drużyny. Jako zespół próbujemy zaś wyjść ze swojej strefy komfortu, zmieniamy więc “system gry” i pracujemy nad zachowaniami na poszczególnych pozycjach tak, by znów nauczyć się czegoś nowego.

Tomasz Wieczorek: “Nie zbaczamy ze swojej ścieżki”

Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2013 notuje regularny, konsekwentny postęp. “Zieloni” zadomowili się już na szczeblu wojewódzkim, minione półrocze rywalizacji kończąc na podium swojej ligi. Chorzowianie myślą już nie tylko o kolejnej rundzie ale i wyzwaniu, jakim za kilka miesięcy będzie przejście do starszej kategorii wiekowej i gra w jedenastoosobowych składach.

Kolejne półrocze na szczeblu wojewódzkim za drużyną naszych 13-latków. Sądząc po wynikach, notujecie postęp i coraz pewniej poruszacie się na tym poziomie?
To prawda. Na początku to była dla nas niewiadoma. Nie potrafiliśmy oszacować poziomu przeciwników, nie znaliśmy ich z boiska. Teraz swobodnie poruszamy się już na tym poziomie i w poprzedniej rundzie byliśmy w stanie podjąć rywalizacje z każdym, niejednokrotnie rozgrywając mecze na własnych zasadach, dyktując warunki i tempo gry.

Zajęliście na mecie trzecie miejsce, ale dwie najlepsze drużyny wypracowały jesienią wyraźną przewagę nad resztą stawki. Te różnice czuliście również z boiska?
W bezpośrednich pojedynkach z najmocniejszymi drużynami ligi mieliśmy swoje momenty. Potrafiliśmy grać wówczas jak równy z równym i prezentować dobre umiejętności. Na przestrzeni całych spotkań, wobec intensywności demonstrowanej przez tych rywali, nie byliśmy jednak w stanie dotrzymać im kroku w trudniejszych momentach. Takie starcia są dobrą lekcją i wyznaczają całej drużynie kierunek dalszej pracy.

Po zajęciu trzeciego miejsca w III lidze apetyty na grę o więcej wśród twoich zawodników rosną?
Chłopcy na pewno są bardzo ambitni i chcieliby zagrać o najwyższe cele. Nadal skupiamy się jednak na tym, by rozwijać ich przede wszystkim indywidualnie. Z treningu na trening i z meczu na mecz muszą być lepsi. To w konsekwencji i tak da określone miejsce w tabeli. Dotychczas taki kierunek wyznaczałem i ta recepta się sprawdzała, więc nie będziemy zbaczać z tej ścieżki i toru. Wynik drużynowy ma być pochodną postępu, jaki wykona każda jednostka.

Wasza grupa jest niezbyt liczna. Mimo to solidnie radziła sobie na dwóch szczeblach szczeblach rozgrywkowych, wspierając również regularnie starszych kolegów.
Jest nas stosunkowo niewielu, a to plus i zarazem minus tej drużyny. Chłopcy mieli bardzo dużo grania na przestrzeni ostatnich paru miesięcy, co mocno wpłynęło na ich rozwój indywidualny. Dużą pomoc i wsparcie otrzymuję przy tym od rodziców, którzy mocno się angażują i zawsze można polegać na współpracy z nimi również w kwestiach logistycznych, gdy chłopców trzeba przywieźć na kolejne spotkania. Z drugiej strony trochę brakuje wewnętrznej rywalizacji na poszczególnych pozycjach, da się również zauważyć zmęczenie tych mocno eksploatowanych siłą rzeczy zawodników.

Będziecie uzupełniać zespół tak, by zniwelować problemy o których wspomniałeś?
Tak, na pewno będziemy chcieli już zimą dołożyć kilku zawodników, którzy zwiększą piłkarską jakość i rywalizację w grupie, dzięki czemu powinniśmy w naturalny sposób jeszcze mocniej się rozwijać. Wciąż jednak chcemy pracować nad umiejętnościami chłopców, którzy już z nami są, by wydobyć z nich cały potencjał.

Rozpoczynacie zimowe przygotowania wiosennych rozgrywek. Jakie macie plany i cele?
Zimą, już klasycznie, czeka nas mnóstwo grania i rywalizacji z przeciwnikami z wyższych lig. Chcemy się rozwijać i grać z mocnymi rywalami, tak by w lidze samemu potrafić narzucać tempo gry. Na obóz jedziemy wraz z kolegami z rocznika 2012 do Szalowej. Tu również czekają nas ciekawe zespoły do rywalizacji. Przygotowujemy się do rundy wiosennej, co jest dla nas priorytetem, ale pomalutku myślimy już o tym, by wprowadzać chłopaków do gry w piłkę 11-osobową. Podstawowym celem pozostaje jednak solidna praca w skupieniu na najbliższych wyzwaniach.

“Złoty Certyfikat” dla K.S. Stadion Śląski Chorzów

Kolejny rok z rzędu Akademia Stadionu Śląskiego otrzymała “Złoty Certyfikat” PZPN!
 
Program Certyfikacji Szkółek Piłkarskich to innowacyjny projekt skierowany do podmiotów prowadzących szkolenie dzieci w zakresie piłki nożnej. Jego ideą jest wyznaczanie standardów pracy z młodymi zawodnikami, pomoc w ich szkoleniu oraz weryfikacja szkółek. Przyznanie danemu podmiotowi Certyfikatu PZPN na jednym z trzech poziomów (złotym, srebrnym lub brązowym) jest równoznaczne ze spełnieniem przez niego szeregu kryteriów i gwarancją odpowiedniej jakości szkolenia.
 
Nasza Akademia po raz kolejny spełniła najwyższe kryteria i otrzymała “Złoty Certyfikat”, co jest potwierdzeniem najwyższych standardów i jakości szkolenia w Klubie Sportowym “Stadion Śląski” Chorzów.
 
Gratulujemy naszym trenerom i wszystkim, którzy przyczyniają się do tego, że przez lata jakość szkolenia w naszym klubie nie schodzi poniżej wyśrubowanego poziomu i stale dbają o to, by standardy pracy w Akademii Stadionu pozostawały na maksymalnym poziomie.
 
Z pasją do sukcesu!

Michał Pawlik: “Nie nakładaliśmy presji”

2025.10.01 Chorzow
pilka nozna juniorzy
KS Stadion Slaski Chorzow – GKS Katowice
N/z
Foto Lukasz Laskowski / PressFocus

Drużyna Stadionu Śląskiego z rocznika 2012 ma za sobą emocjonującą, ale i trudną jesień. “Zieloni” mogli być dumni z dokonywanych przez siebie postępów i jakości prezentowanej na boisku, ale to nie zawsze przekładało się na oczekiwany przez nich rezultat. – Trudno było zdjąć z zawodników poczucie presji, której zupełnie nie chcieliśmy na nich nakładać. Zespół wykonał wyraźny postęp, dobrze funkcjonował i mógł być z siebie zadowolony, ale na miejsce w stawce tego nie przełożył – potwierdza trener naszych 13-latków, Michał Pawlik.

Drużyny Stadionu Śląskiego z rocznika 2012 znów mają za sobą emocjonujące półrocze. Jak je oceniasz?
Michał Pawlik
(trener drużyny Stadionu z rocznika 2012): Przygotowanie zespołu pod kątem motorycznym i taktycznym się sprawdziło. Zespół na pewno osiągnął z niego korzyści w trakcie trwania rozgrywek. Większość chłopaków rozwinęła się indywidualnie, ale dostrzegam problemem, którym było miejsce w tabeli. Chłopcy bardzo przeżywali wpadki, kształt płaskiej jesienią w tabeli mocno ich deprymował. Biorąc jednak pod uwagę ich przyszłość, na pewno wyciągnęliśmy z ostatnich miesięcy sporo korzyści. Część zawodników wysłała mocne, indywidualne sygnały, że poszli mocno do przodu.

Da się uciec od wyniku przy tak płaskiej tabeli i spadkach?
Niestety mecze, które z przebiegu gry powinniśmy wygrywać, które kontrolowaliśmy posiadając piłkę i kreując sytuacje, kończyliśmy niejednokrotnie porażkami. To sporo nam popsuły. W tej lidze dwa zespoły odskoczyły konkurencji, ale między pozostałymi różnice w dorobku były minimalne. Przez to trudno było zdjąć z zawodników poczucie presji, której zupełnie nie chcieliśmy na nich nakładać. Zespół wykonał wyraźny postęp, dobrze funkcjonował i mógł być z siebie zadowolony, ale na miejsce w stawce tego nie przełożył.

Często mieliście poczucie, że z gry zasłużyliście na większą liczbę punktów?
To nasza bolączka od dłuższego czasu. Jesienią takich spotkań było kilka, a patrząc przez pryzmat całego mojego pobytu, już co najmniej kilkanaście. Kontrolowaliśmy mecze przez 70 minut a przegrywaliśmy w prosty sposób różnicą jednego gola. Mieliśmy też jesienią problemy kadrowe, a ograniczona przez nie liczba gotowych do grania zawodników mocno ich obciążała. To dawało się często we znaki w kluczowych momentach, w efekcie “nie dojeżdżała” też głowa i gubiliśmy punkty.

W czym upatrujesz największych rezerw w potencjale drużyny?
Jako grupa mocno zmieniliśmy swoje podejście do treningu. Stało się bardziej dojrzałe. To wcale nie aspekt piłkarski był trudnością dla zawodników. Zauważyliśmy duży, mentalny przeskok u 13-14 latków. Jako trenerzy nie nakładaliśmy na chłopców presji, ale oni i tak mocno przeżywali kwestię miejsc w tabeli. Problemy kadrowe to jeszcze potęgowały, a to wszystko nie są kwestie, które powinny być kluczowe dla zawodników na tym etapie rozwoju. Na pewno brakowało też rywalizacji na poszczególnych pozycjach. Wiosną przeprowadzimy nabór z uwzględnieniem właśnie tych aspektów.

Graliście jesienią w dwóch ligach, w czym wspierali was koledzy z młodszego rocznika. Rozgrywki ligi okręgowej spełniły swoje zadanie?
Granie na dwóch szczeblach było korzystne pod kątem liczby minut, które mogli rozegrać zawodnicy zarówno z młodszego rocznika jak i ci, którzy u nas się nie łapali do składu w lidze wojewódzkiej. Sam poziom ligi okręgowej nie sprzyjał jednak aż tak rozwojowi indywidualnemu. Każdy chce grać w najwyższej lidze, chłopcy są ambitni, chcą pracować nad umiejętnościami i prezentować je na wyższym szczeblu.

Na horyzoncie przed zawodnikami z rocznika 2012 pojawia się Centralna Liga Juniorów U-15. Czy już na tym etapie wywołuje to jakąś ekscytację u Twoich graczy?
Wydaje mi się, że przed nami jeszcze długa droga, by w tej CLJ być. Przede wszystkim starszy rocznik musi utrzymać w niej miejsce, choć chyba jest na dobrej ku temu drodze. Jasne, że w kuluarach chłopcy o tym mówią, rozmawiają. CLJ to jednak znacznie wyższe wymagania niż liga wojewódzka. Zagrają w niej ci najlepsi. Kto to będzie? Nie mam jeszcze pojęcia, każdy z zawodników ma przed sobą pół roku pracy i rozwoju, a drzwi są otwarte. Jako sztab też będziemy musieli przygotować się do tej rywalizacji, choćby pod kątem taktycznym. Co do zespołu, mamy w drużynie kilku chłopaków którzy z pewnością sobie poradzą w tak wymagającym środowisku, ale niewątpliwie będzie też potrzeba świeżości i nowych bodźców do rywalizacji o miejsce w drużynie. Czekają nas nabory, poszerzenie i wzmocnienie całej kadry.

Piłkarska jesień za wami, ale i zima zapowiada się całkiem ciekawie. Jakie macie plany na okres przygotowawczy?
Jedziemy na bardzo ciekawy turniej do Włoch. W styczniu wybieramy się do Mediolanu, gdzie będziemy mieli okazję do konfrontacji z mocnymi, zagranicznymi rywalami. Potem zaplanowaliśmy rozegranie 6-7 sparingów. Czasu do ligi pozostanie niewiele. Na obozie w Szalowej wraz z 2013 będziemy się szykować się do startu rozgrywek, które ruszą początkiem marca. Fajnie byłoby tym razem osiągnąć lepszy wynik na szczeblu wojewódzkim, choć najważniejsze, by dobrze wykorzystać kolejne miesiące na rozwój każdego z chłopaków.

Tomasz Klimas: “Chcesz wyniku, rozwijaj umiejętności”

Wyjątkowo wysoko mieli tej jesieni zawieszoną poprzeczkę zawodnicy Stadionu Śląskiego Chorzów z rocznika 2011. “Zieloni”, którzy dotychczas rywalizowali na drugim szczeblu w województwie, jesienią zostali rzuceni na głębokie wody Centralnej Ligi Juniorów i I ligi C1. Poradzili sobie bardzo solidnie. – Podeszliśmy do tego z pokorą, zaangażowaniem i zadaniem bycia gotowym w stu procentach do każdego meczu – mówi trener naszych 14-latków, Tomasz Klimas.

Za Wami pierwsza część sezonu w Centralnej Lidze Juniorów U-15. Jesteś zadowolony z tego, jak dotychczas wypadacie w tych rozgrywkach?
Jestem zadowolony. Przede wszystkim doceniam i cieszę się z widocznego rozwoju chłopaków. Z tego, że szybko potrafili dostosować się do rosnących wymagań, dokonując indywidualnego oraz grupowego postępu.

CLJ jest często traktowana jako okno wystawowe, ale też niesie za sobą styczność ze sporą presją. Jak w tym elemencie pracowaliście nad zawodnikami?
Największa różnica polega dziś na tym, że tydzień w tydzień gramy mecze pod dużą presją. Regularnie stajemy naprzeciw drużynom stawiającym wysokie wymagania, prezentującym bardzo wysoką jakość. W ligach wojewódzkich takie mecze zdarzają się kilka razy na rundę, w CLJ co tydzień trzeba być w pełnej gotowości i potrafić utrzymywać intensywność grania. To dla nas bardzo ciekawe i wartościowe w kontekście rozwoju.

Liga wygląda na mocno wyrównaną. Jakie w swojej drużynie wyróżnisz atuty, dzięki którym jesteście w stanie rywalizować z najlepszymi?
Trzy – cztery zespoły walczą o najwyższe cele, od piątego do dwunastego miejsca utworzył się peleton, wśród którego dominują wyrównane mecze i minimalne różnice punktowe no i dwa zespoły, które przynajmniej dotychczas nie zagrażały innym. Naszym atutem jest fakt, że chłopcy mają w sobie ogromną chęć do rozwoju i dużej pracy. Większość z nich – również tych, którzy dołączyli do nas latem – ma za sobą przeszłość w drugiej lidze wojewódzkiej. Dla nich te wymagania mogły więc wydawać się duże, ale wysoko zawieszona poprzeczka przy ich mentalności sprzyja rozwojowi. Wymagania urosły również wobec mnie. Każdy z zawodników stanął przed zadaniem, by z tygodnia na tydzień stawać się lepszym, szybko diagnozować deficyty i w krótkim czasie je poprawiać. Dwójce zawodników zmieniliśmy nawet w trakcie rozgrywek pozycje, nauczyliśmy ich nowych zadań. Mimo dużych wymagań postęp był wśród nas zauważalny.

Dwiema wygranymi mocno weszliście w rozgrywki. Przed pierwszym meczem byłeś spokojny o to, jak poradzi sobie zespół?
Nie, absolutnie. Gdybyśmy byli spokojni, bylibyśmy szybko sprowadzeni na ziemię. Myślę, że przed startem to nas traktowano jako ekipę, która będzie na dole stawki. Podeszliśmy do tego z pokorą, zaangażowaniem i zadaniem bycia gotowym w stu procentach do każdego meczu. Od początku starałem się też wiedzieć dużo o każdym przeciwniku. Sporo było przy tym pracy, ale chciałem przygotować zespół do każdego spotkania tak, by już w trakcie gry chłopcom było po prostu łatwiej. Wiedzieliśmy na przykład, że każdy moment dekoncentracji na inaugurację w Nysie będzie karany. Wiedzieliśmy, jak gra rywal, że ma zawodnika, do którego trafia szybko transportowana piłka a on potrafi zrobić z niej ogromny pożytek w polu karnym. Gdybyśmy nie mieli recepty, pewnie nie byłoby za wesoło. Ten początek sezonu był świetny, bo sprawiliśmy też niespodziankę wygrywając z Górnikiem Zabrze. Te punkty w ostatecznym rozrachunku sporo nam dały, ale podsumowując ten czas chłopcy sami zauważali, że tak jak po dwóch meczach czuli się najlepsi, tak gdy przydarzyła nam się seria meczów bez punktów, zadziałało to odwrotnie. Te wahania nastrojów, pewności siebie i dyspozycji w tak młodym wieku są duże, więc naszą rolą było tak pracować z nimi w treningu i mentalnie, by co tydzień potrafili w gotowości wyjść na boisko podejmując kolejne wyzwanie.

Zespół Stadionu z rocznika 2011 wcześniej długo walczył o to, by wydostać się z II ligi wojewódzkiej. Tymczasem jesienią solidnie radził sobie nie tylko w CLJ, ale też w I lidze trampkarzy. Jak udało się dokonać takiego przeskoku?
Na pewno jest w tym zasługa całego sztabu szkoleniowego. Za I ligę wojewódzką odpowiada Kamil Kolebski, moim asystentem jest Krzysztof Ciasto, trenerem przygotowania fizycznego Konrad Łuszcz, a trenerami bramkarzy Marek Pietrek i Oskar Kontny. Wspólna praca dała efekty. Warto podkreślić, że obecni I-ligowcy w większości grali z kolei wcześniej głównie w III lidze. Tak, to był ogromny przeskok dla całej grupy. Nie chodziło nawet o adaptację do ligi i umiejętność osiągania w niej wyników. Każdy z zawodników musiał po prostu rozwinąć się indywidualnie. Zostali wrzuceni na głęboką wodę i wiedzieliśmy, że albo od razu zaczną pływać, albo utoną. Od początku nie było mowy o koncentrowaniu się na wyniku i szukaniu prostych środków do jego osiągnięcia. To byłoby marnowaniem szansy, poza tym – jak pokazały rozgrywki – ci, którzy próbowali skupić się na bronieniu i rozbijaniu gry rywali, mają duże problemy. Wnioski są jasne – chcesz mieć wynik, musisz rozwijać umiejętności. Uczyć się szybkich reakcji, szybkiego rozpoznania sytuacji, potrafić płynnie korygować pewne rzeczy w czasie meczu. Nam udało się zrealizować zadania, wypracować postęp, zaś zimą – już w spokojniejszych warunkach – znów będziemy chcieli utrzymać tempo rozwoju.

Jakie cele stawiacie sobie na kolejne półrocze?
Jesteśmy na półmetku i przed nami jeszcze długa droga. Cel jest wciąż ten sam, a by go osiągnąć musimy z dużą pokorą podchodzić do każdego rywala i na sto procent wykonywać swoją pracę. Uważam, że ten, kto podejdzie do tego sumiennie, zyska na indywidualnym rozwoju, którego w normalnych warunkach i bez tak wysokiej poprzeczki by nie osiągnął. W środowisku CLJ chłopcy uczą się dziś w błyskawicznym tempie i myślę, że w ciągu sezonu wykonują pracę, na którą normalnie potrzebowaliby około dwóch lat.